Starożytni Rzymianie mawiali, że inter arma silent Musae. Znajdowali wiele argumentów za tym, aby twierdzić, że  pośród szczęku oręża milczą Muzy. Ich spektakularne igrzyska, a nawet przesławne helleńskie agony nie miały jednak opieki boskich Muz, tak jakby pozostawały poza obrębem znajdującej powszechną aprobatę i cieszącej się ogromną estymą  kultury… Nie dziwi zatem, że wspaniałe widowiska organizowano w Rzymie w czasie wojen z jeszcze większą niż w czasie pokoju intensywnością. Być może stąd wywodzi się powiedzenie, że show must go on, choć powszechnie wiadomo, że dotyczy ono sportu pojmowanego jako wielkie, rodem z Hollywood przedstawienie. W historii polskiego sportu pojawiały się zupełnie inne powody, które wręcz nakazywały szlachetnie rywalizować i roztropnie współzawodniczyć nawet pośród szczęku oręża… Takie zawody w okresie od września 1939 roku do wiosny 1945 roku stały się bowiem wyjątkowym egzaminem z postawy obywatelskiej i patriotyzmu! Wojna doświadczyła cały sport polski w wielowymiarowo okrutny sposób, choć charakter sportu akademickiego uczynił zeń przedmiot szczególnie brutalnej eksterminacji okupanta zakładającej systemową likwidację naszych elit. Skala i zakres tej destrukcji były bowiem pochodną wyniszczenia najważniejszych, rzec można fundamentalnych i strategicznych kręgów społeczeństwa i narodu polskiego. Wydawało się, że w tej sytuacji sport zejdzie na totalny margines, bo przecież pojawiły najbardziej w możliwych realne pola walki, prawdziwa konfrontacja o najwyższe stawki. W zwarciu tym chodziło jednak także o ducha narodu. A w tej sprawie, o czym wiedzieć należy  „Biuletynie Informacyjnym” z 1 listopada 1941 roku w artykule „Zabawa” pisano: „Nie chcemy zniknięcia uśmiechu i pogody. Nie nawołujemy do ponurych samoudręczeń. Uważamy, że kto tylko dziś może uprawiać sport, gry sportowe - niech to czyni jak najczęściej“. Nie chodziło tu o poszukiwano jakiegoś stanu równowagi między nocą wojny i okupacji, a zewem natury i młodości oraz niezwykle istotną potrzebą mentalną. Priorytetem zawsze pozostawała dosłownie pojmowana walka. Wielotysięczne szeregi azetesiaków wykazały się w tym względzie bezprzykładną odwagą i poświęceniem. Pisał o tym Ryszard Wryk: „Ich losy wojenne i okupacyjne były zbieżne z losami setek tysięcy młodych Polaków: wojna 1939 r., obrona Warszawy, walki na wszystkich frontach wojny, obozy jenieckie, obozy koncentracyjne, sowieckie więzienia, łagry, zsyłki, Katyń, wysiedlenia, udział w życiu Podziemnego Państwa Polskiego, działalność konspiracyjna, powstanie warszawskie 1944 r., wyzwalanie kraju”. Jeśli dodać do tego komunistyczne kazamaty po 1944 roku, to wyłania się całościowy obraz wszelkich płaszczyzn  i form zaangażowania azetesiaków w walce właściwie z dwoma okupantami. Wobec tej skali zaangażowania ofiary musiały być ogromne.

Znaczenie tych strat i wielkość krzywd były też poniekąd pochodną roli i pozycji sportu akademickiego w okresie międzywojnia. Potencjał ten najroztropniej i najbardziej spektakularnie pokazać można przez pryzmat takich osiągnięć sportowych, których jakości nikt w ówczesnym świecie nie kwestionował, a mianowicie rachując starty w Igrzyskach Olimpijskich. Oto przywoływany już wielki autorytet w sprawach historii AZS, Profesor R. Wryk pisze: „W okresie międzywojennym najwięcej olimpijczyków reprezentowało barwy AZS Warszawa. Ten najprężniej rozwijający się w okresie międzywojennym klub sportowy miał w swoich szeregach 36 olimpijczyków. Tuż za nim plasowała się stołeczna „Legia” z 22 olimpijczykami. Następne w kolejności to kluby: „Cracovia” - 16 olimpijczyków, „Pogoń” Lwów - 12 olimpijczyków, AZS Kraków - 11 olimpijczyków...”. Aby liczbom tym dodać ducha i w jakiś sposób je ożywić warto podkreślić, że olimpijczycy tego okresu „Byli to sportowcy nad wyraz ideowi, wychowani przez polską szkołę i wojsko. Wielu z nich, wchodząc na sportowe szczyty, miało za sobą udział w walkach niepodległościowych w latach 1914-1921 o kształt terytorialny Drugiej Rzeczypospolitej. Nierzadko ich wyczyn sportowy poprzedzony został czynem bojowym. Olimpijczycy Polski przedwrześniowej uosabiali takie pryncypia, jak: honor, godność, współodpowiedzialność za drugich, klub i środowisko oraz bezinteresowność”.

„Polska Zbrojna” nr 237 z 27VIII 1939 r., s. 7.Generalnie, na miarę swych możliwości, II RP dbała o sport i choć w pewnych wymiarach traktowała go nadto utylitarnie (w zgodzie ze swoimi praktycznymi i ideowymi potrzebami), to zwłaszcza w drugiej połowie lat 30. Nie uchylała się od roli jego najważniejszego promotora. W pomocy tej (chęci po stronie akademików nie brakowało) tkwić mogło źródło dalszych sukcesów akademickiego sportu. Niestety, wojna wystąpiła w roli wielkiego hamowniczego, brutalnej tamy, okrutnej blokady, przerywnika i jarzma. Trudno wskazać wszelkie formy związanej ze sportem aktywności, w których wojna stała się rafą i zaporą dla dalszej działalności. Jeśli zatem państwo wspomagało budowę choćby budowę coraz bardziej licznych obiektów sportowych, spośród których spora część z nich służyć miała sportowi akademickiemu (na przykład w dniu 3 czerwca 1938 r. dokonano uroczystego otwarcia boiska sportowego do gier zespołowych i bieżni lekkoatletycznej studium wychowania fizycznego Uniwersytetu jagiellońskiego), to wybuch wojny brutalnie przerwał dalsze plany powstania nowoczesnego kompleksu sportowego. Te nowe obiekty miały stać się areną wielkich imprez sportowych, które – planowane na rok 1940 i 1941 - nigdy się odbyły (np. FIBA przyznała  Polsce organizację mistrzostw Europy w 1941 roku). 

Nie mury i hale były jednak najważniejsze w pierwszej kolejności chodziło bowiem o ludzi, sportowców. Ci, a wśród nich liczne grono azetesiaków, kontynuowali pełne trudu i wyrzeczeń przygotowania do planowanych na rok 1940 letnich (Helsinki) i zimowych igrzysk (Sankt Moritz) igrzysk  olimpijskich. Na przykład dzięki wsparciu Polskiego Komitetu Olimpijskiego na obóz przygotowawczy do Finlandii wyjechał łyżwiarz szybki warszawskiego AZS, olimpijczyk z 1936 roku Janusz Kalbarczyk. Ekipa lekkoatletek z kolei, pod kierunkiem sportsmenki AZS Heleny Woynarowskiej, szlifowała formę w obiektach  Akademii Wychowania Fizycznego.

 Wiele karier sportowych wchodziło powoli w etap szczytowania, co było zapowiedzią rychłych sportowych sukcesów. Mistrzowie okręgów sięgać mogli po tytuły mistrzów kraju, ci zaś po sukcesy na arenach międzynarodowych, a te z kolei mogły prowadzić do tytułów olimpioników. W zakresie typowo azetesiackich (bo przez akademików zdominowanych) dyscyplin sportu w ciągu całego roku 1938 i kilku miesięcy kolejnego świetnie spisywali się Plakat propagandowy ze słynnym hasłem „Silni, zwarci, gotowi!”koszykarze. Dało się zauważyć znaczący progres w formie szermierzy, olimpijczyków z 1936 roku. Najbardziej symptomatyczny w roli „prognostyka” był jednak start polskich studentów (od 20 sierpnia 1939) w akademickich mistrzostwach świata w Monte Carlo. „Po złote medale sięgnęli: pływaczka Mirosława Kratochwila, tenisistka Helena Łuniewska, lekkoatleta Wacław Gąssowski oraz drużyna szablistów w składzie Jan Nawrocki, Bolesław Czyżowski, Jerzy Zawadzki, Jerzy Szlubowski i Bronisław Zapaśnik. Akademickie wicemistrzostwo świata zdobyli Adam Baworowski w tenisie oraz lekkoatleci Wacław Gąssowski, Zygmunt Zabierzowski, Stanisław Sulikowski i Jan Tęsiorowski w sztafecie olimpijskiej. Ponadto lekkoatleci zdobyli cztery brązowe medale: Witold Gerutto w rzucie dyskiem i pchnięciu kulą, Zygmunt Zabierzowski w biegu na 400 m i Stanisław Sulikowski w biegu na 1 10 m ppł.(…). Polska w Monte Carlo była bliska zajęcia pierwszego miejsca w klasyfikacji zespołowej, jednak w dniu 25 sierpnia 1939 roku z uwagi na napiętą sytuację międzynarodową mistrzostwa zostały przerwane…”.

Ci, którzy sporą część drogi do Helsinek mieli poza sobą składali ślubowania olimpijskie. R. Wryk pisze: „W dniu 16 maja 1939 roku równocześnie i o tej samej porze w Warszawie, Lwowie, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Toruniu i Wilnie 135 polskich sportowców przygotowujących się w dwunastu dyscyplinach do startu w letnich i zimowych igrzyskach olimpijskich 1940 roku, mających się odbyć w Helsinkach i Sankt Moritz, złożyło ślubowanie olimpijskie.

Ślubowanie łódzkich sportowców, członków kadry olimpijskiej na letnie i zimowe igrzyska olimpijskie 1940 roku. Od prawej stoją: szermierze Roman Kantor i Bolesław Banaś, bokser Józef Pisarski, hokeista Władysław Kot, Łódź 16 V 1939 r. Źródło: R. Wryk Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej Wy-dawnictwo Nauka i Innowacje Poznań 2016 s. 53.

 

Uroczystość główna odbyła się w Warszawie w budynku Resursy Obywatelskiej. Uroczystość rozpoczęła się defiladą sportowców, którą poprowadziWydawało się, że normalnie funkcjonowały nawet polskie organizacje sportowe w Wolnym Mieście Gdańsk Legitymacja Aeroklubu Gdańskiego nr 158 wystawiona została 28 kwietnia 1939 roku Kazimierzowi Kamiń-skiemu. Fot. Zbiory Sekcji Historycznej Politechniki Gdańskiej.ł trzykrotny olimpijczyk, lekkoatleta i szermierz AZS Warszawa Władysław Dobrowolski”. Wśród nich było oczywiście wielu innych azetesiaków!Powiedzieć, że jeszcze latem 1939 roku toczyło się w miarę normalne życie sportowe byłoby pewnie przesadą. Z drugiej jednak strony nie istniało nazbyt wiele formalnych powodów, aby przerywać zaplanowane mecze, odwoływać zawody, odkładać treningi… Dlatego reprezentacja studentów wyjechała na akademickie mistrzostwa świata do Monte Carlo, zarząd AZS Warszawa rozpatrywał  kwestie organizacyjne, sportowe i finansowe (między innymi radzono o sprowadzeniu do Polski z Grecji swego czołowego waterpolisty Jerzego Iwanowa Szajnowicza). Pełna warszawskich azetesiaków drużyna narodowa piłki wodnej, wyjechała na obóz do Budapesztu. W czerwcu 1939 r. w stolicy odbył się „Tydzień Sportu Akademickiego” w stolicy.

Przemysław Warmiński (1908-1939) w latach 1926-1931 studiował prawo na Uniwersytecie Poznańskim. Był swoistą „ikoną” AZS Poznań okresu Drugiej Rzeczypospolitej. R. Wryk Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 269.Najpewniej ta „normalność była swego rodzaju zaklinaniem rzeczywistości – normalny rytm pracy i aktywności dawać miał nadzieję na spacyfikowanie sytuacji i zlikwidowanie wszelkich napięć i konfliktów. Przecież jeszcze na początku 1939 roku ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie Józef Lipski w artykule „Sport jest łaciną naszego wieku” („Przegląd Sportowy”, 2 stycznia), podkreślał wagę sportowych kontaktów polsko-niemieckich we wzajemnym zbliżeniu się obu państw i narodów…Realnie myślący nie mieli jednak w sobie tyle optymizmu. Czołowy polski tenisista, zawodnik  AZS Poznań Przemysław Warmiński w swoim dzienniku pod dniem 18 marca 1939 roku zapisał: „Jasne jest już dziś dla każdego, że straszliwa wojna europejska jest nie do uniknięcia. Być może już w najbliższych miesiącach. A wówczas trzeba nam będzie dać z siebie wszystko, by zwyciężyć i wygrać to wszystko co mamy do Wygrania. Na tym tle bledną wszystkie inne sprawy”.

Si vis pacem, para bellum… („Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny”). Wobec tego Już 3 czerwca 1936 roku sportowcy polscy zdecydowali o przekazywaniu nagród pieniężnych Fundusz Obrony Narodowej (miast nich otrzymywali symboliczne dyplomy). Do tych systematycznych działań, praktycznych aktów patriotyzmu włączyli się także azetesiacy. Jak pisze R. Wryk, wiele związków sportowych  podejmowało decyzje o opodatkowaniu się w nich zrzeszonych w nich klubów. „Podobną uchwałę podjęli delegaci obradującego w Warszawie w dniach 2-3 kwietnia 1939 roku Walnego Zjazdu Centrali Akademickich Związków Sportowych. Działające AZS-y w Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wilnie, Lwowie, Lublinie, Cieszynie i Wolnym Mieście Gdańsku od tego momentu wpłacały określone kwoty na Fundusz Obrony Narodowej. Ponadto uczestnicy zjazdu Centrali AZS wysłali hołdownicze depesze do Prezydenta Ignacego Mościckiego i Marszałka Polski Edwarda Rydza Śmigłego”. W końcu sierpnia 1939 „Polska Zbrojna” (nr 237 z 27 sierpnia, s. 7) wydrukowała odezwę zarządu klubu, w której wzywał wszystkich członków AZS Warszawa do pomocy Wojsku Polskiemu i do oddawania swych środków transportu na potrzeby służb pomocniczych.

„Polska Zbrojna” nr 237 z 27VIII 1939 r., s. 7.


Koniec sierpnia 1939 roku ograniczał wszelkie nadzieje, bo naznaczony był już dramatycznymi powrotami rozsianych po Europie sportowców akademickich. Edward Trojanowski pisał, że „…w dniu 25 sierpnia 1939 roku z uwagi na napiętą sytuację międzynarodową mistrzostwa (w Monte Carlo, D.S.) zostały przerwane. Powracających do kraju sportowców polskich wybuch drugiej wojny światowej zastał w Bukareszcie. Dopiero 3 września 1939 roku nad ranem, przy hukach spadających bomb przybyli oni do Warszawy”. Tak o mniej znanym powrocie pisał A. Kamiński („Azetesiacy pod żaglami”): „Ostatni rejs na „Szkwale”, jachcie Akademickiego Związku Morskiego, prowadził Stanisław Jaxa-Bykowski zawijając do Gdyni trzeciego dnia wojny, pod gradem bomb lotniczych, z załogą złożoną z samych żeglarek. Powracająca z zagranicy „Panna Wodna” prowadzona przez Konstantego Klimaszewskiego zawinęła do Władysławowa w piątek 1 września 1939 roku o godzinie 5.30 w trzy kwadranse po rozpoczęciu ostrzeliwania Westerplatte przez pancernik Schleswig-Holstein”.

Przyszedł okrutny, znaczony ofiarami czas wojny, nastał czas chwały znaczony heroizmem i poświęceniem, zaczął się czas walki i szczęku oręża, nadciągnął czas cierpień, ale i nadziei… Symbolami epoki konfliktu były zarówno groby, jak Ordery Virtuti Militari (np. Leszek Lubicz-Nycz, Władysław Dobrowolski, Jan Trzciński), krew i Krzyże Walecznych  (np. Maria Kwaśniewska, Władysław Dobrowolski, Marian Suski, Przemysław Warmiński). Akademicy zamienili areny sportowe na realne pola walki.  Jakże prosto i ujmująco oddał tę transformację Aleksander Kowalski, zawodnik AZS Warszawa, jeden z najlepszych polskich hokeistów, olimpijczyk z 1928 i 1932 roku. W liście do żony Janiny, pisanym 7 września na kresach II RP 939 roku, pisał: „Jest czwartek, a dopiero dzisiaj dobrnąłem do mojej formacji. Podróż była pełna grozy. Januś pilnuj malutkich i siebie, o mnie myśl tak jak powinno się myśleć o żołnierzu”…

Leszek Lubicz-Nycz jeden z najlepszych polskich szablistów w okresie międzywojennym. Dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Europy (1930, 1934). W 1932 r. na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles zdobył brązo-wy medal w drużynowym turnieju szabli. We wrześniu 1939 r. dowodził 11 dywizjonem 14. Pułku Artylerii Lekkiej. Za czyny bojowe odznaczony został Orderem Virtuti Militari. We wniosku odznaczeniowym napisano o nim: „Wspierając w dniu 10 IX 1939 r. natarcie 2. Batalionu 57 pp na wzgórze Pęcławice i miejscowość Pią-tek, objął samorzutnie dowództwo batalionu, gdy zginął jego dowódca. Świecąc osobistą odwaga i przykładem zdobył wzgórze Pęcławice i miejscowość Piątek. Wjechał do miejscowości Piątek pierwszym rzutem batalionu na zdobytym samochodzie”. Źródło: R. Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach II wojny światowej, Poznań 2016, s. 66.Życie w czasie okupacji zmuszało do odgrywania nieznanych ról i przejmowania zupełnie odmiennych statusów. Wymagała do tego konspiracja i nakazywał rozum. Walka szła przecież o przetrwanie, choć serce nakazywało podjęcie desperackiej nawet walki. Toczono ją na wszystkich możliwych polach i na wszelkie możliwe sposoby od podziemnego życia naukowego, przez prowadzenie nasłuchu radiowego, rozrzucanie ulotek, wydawanie biuletynów informacyjnych, pomoc dla uciekinierów z obozów jenieckich, prowadzenie szkoleń wojskowych,  rozpoznawanie dyslokacji wojsk po organizowanie partyzantki, dowodzenie grupami dywersyjnymi i szturmowymi…

Zrazu o sporcie nie mogło być mowy, choć dokonywano pewnego bilansu strat powstałych w wyniku wojny obronnej  1939 roku. Wielu azetesiaków zginęło, wielu trafiło za Bug, wielu przedarło się na zachód, wielu trafiło do obozów jenieckich, wielu zostało wysiedlonych i tułało się po Generalnej Guberni. poległo. Zniszczeniu uległa infrastruktura sportowa, a sprzęt sportowy poddany został konfiskacie.  Np. wyposażenie i przystań AZS Kraków była dostępna tylko dla członków niemieckiej organizacji gimnastycznej TURN. W miejsce rozwiązanych organizacji okupanci powołali własne, dostępne tylko dla Niemców, ale korzystające z polskiej bazy sportowej. W gmachu poznańskiego Studium Wychowania Fizycznego Niemcy stworzyli Wyższy Instytut Ćwiczeń Cielesnych (Hochschulinstitut für Leibesübungen), włączając do niego także przystań Akademickiego Związku Sportowego nad Wartą. We wrześniu stadion AZS Warszawa w Parku Skaryszewskim zajęty został przez baterię ogniową Wojska Polskiego i przez to był celem bombardowania, na skutek którego spłonęła drewniana trybuna. Na początku września niemieckie bomby zniszczyły też akademicką przystań na Wiśle. Niemcy zajęli też obiekty AZS  przy pl. Narutowicza z salą gimnastyczną, pływalnią i sekretariatem Związku, a potem wynajmował te obiekty, został przejęty przez wojska niemieckie. Przechowywany tam sprzęt sportowy został stracony, ale udało  się uratować kartoteki członków klubu (to pierwszy z jesieni 1939 roku przejaw sportowej dywersji!).  R. Gawkowski, znakomity znawca dziejów warszawskiego AZS przekonuje, że „Ratowanie sprzętu przed przejęciem go przez Niemców, to nie jedyny przejaw oporu. W AZS-sie prowadzono akcje pomocy dla potrzebujących azetesiaków lub ich rodzin - paczki do oflagu, opieka nad grobami poległych kolegów z AZS”. Akcja ta (wspominał ją T. Makowski: „Zaczęło się stopniowe nawiązywanie kontaktów. Zaczęliśmy ustalać – kto z naszych kolegów zginął i gdzie. Który z nas dostał się do niewoli? Kto potrzebuje pomocy?”) nie była tylko porywem szlachetności. Nosiła znamiona dużej wagi i roztropności dla planowania jakiejkolwiek konspiracyjnej działalności w przyszłości. Władysław Twardo podkreślał bowiem, „Spotykać się  nie było łatwo, zebrania były zakazane, obiekty sportowe AZS-u zajęli okupanci, przystań wioślarską nad Wisłą zniszczyły bomby, a lokal klubowy w Domu Akademickim przy pl. Narutowicza zajęło wojsko niemieckie. Razem z obiektami sportowymi przepadł cały majątek AZS-u, łącznie ze zdobytymi nagrodami”. Zniszczone zostały zatem naturalne punkty kontaktowe azetesiaków. Pierwsze okupacyjne spotkania były dość przypadkowe. Edward Trojanowski, wspominał: „w roku 1940 natknąłem się na roześmiana twarz v. prezesa AZS-u Zygmunta Gotarda, który właśnie rozpoczynał handel mąka, i dotknąłem go palcem, uwierzyłem, że można było kiedyś pojechać dalej niż do Tomaszowa lub... Oświęcimia... Czasem spotykałem innych towarzyszy wyprawy do Monte Carlo. Raz nad brzegiem Wisły jakiś olbrzym rzucał kamieniem. Był to Witold Gierutto. Braci Hoffmannów widywałem kilkakrotnie w Warszawie. Zdaje się , że Marian Hofmann długi czas utrzymał się w Poznaniu jako dozorca stadionu”.

Warunkiem sine qua non konspiracyjnej aktywności sportowej było jednak umiejętne obchodzenie wydawanych przez Niemców zakazów. Wedle wskazówek NSDAP dla porządku Rzeszy mogły być niebezpieczne: „Zwłaszcza związki gimnastyczne i sportowe, które służą także podniesieniu tężyzny fizycznej ludności, co nie leży zupełnie w naszym interesie”.  Formalny zakaz działalności polskich klubów sportowych w GG wprowadziło rozporządzenie Hansa Franka z dnia 23 lipca 1940 r. Nieco wcześniej Zarządzenie Rządu Generalnego Gubernatorstwa z 29 stycznia 1940 roku stanowiło o konfiskacie urządzeń i sprzętu polskich klubów i organizacji sportowych. Już w tym rozporządzeniu pojawił się istotny przepis: „kto usiłuje organizację stowarzyszenia utrzymać lub odnowić albo w inny sposób działać dla stowarzyszenia lub bezprawnie zakładać nowe stowarzyszenia, podlega, o ile inne przepisy nie przewidują kar surowszych, karze więzienia lub grzywny lub jednej z tych kar, a przy zaistnieniu okoliczności obciążających - karze ciężkiego więzienia”. Warto dodać, że  Polska była jedynym okupowanym krajem, w którym Niemcy wprowadzili zakaz prowadzenia działalności sportowej!

Tablica informująca o zakazie wstępu dla Polaków na boisko sportowe w Żywcu. Źródło: R. Wryk, Sport i woj-na. Losy polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej, Poznań 2016, s. 107

Z dzisiejszej perspektywy miało to o tyle istotne znaczenie, że baza źródłowa  służąca poznaniu i badaniu sportu konspiracyjnego jest wyjątkowo uboga i z punktu widzenia formy dość jednorodna. Z oczywistych powodów o nielegalnych zawodach nie mogła informować prasa, nie powstawały w zawiązku z tą rywalizacją plakaty, afisze, nie było tez  biletów wstępu. Pozostały nieliczne fotografie i przede wszystkim wspomnienia i pamiętniki. Z tych ostatnich wynika, że największą aktywność sportową można było zaobserwować w dwu największych przed wojną ośrodkach AZS, w Warszawie i Krakowie. Choć pozostało bardzo wiele śladów uprawiania konspiracyjnego sportu w innych miastach okupowanej Polski, także w ośrodkach akademickich, to jedynie w tych dwu wymienionych wyżej sport akademicki zachował swoją klubowa tożsamość. Generalnie w pamiętnikach mowa jest najczęściej o „kombinowanych składach”, którym daleko było do typowej dla okresu pokoju czystości klubowej (szacuje się, że na terenie Generalnego Gubernatorstwa w podziemnym sporcie uczestniczyło około stu zespołów, choć de facto mogło ich być dużo więcej!). W przypadku AZS wiadomo jednak z całą pewnością, że szczególnie w Warszawie zawodnicy walczyli pod znakiem gryfa lub w łatwy sposób kojarzono ich przedwojenną przynależność klubową (sądzić wypada, że łączenie zawodników z konkretnym klubem, właśnie ze sportem akademickim, miało szczególne znaczenie propagandowe, bo pokazywało, że struktury największego przedwojennego klubu przetrwały!). Nie sposób natomiast oszacować aktywności azetesiaków rozproszonych w wielu niekiedy ad hoc organizowanych drużynach, którym z różnych powodów trudno było utrzymać stabilność składów, jakiś system treningów czy szkolenia…  

Jedno jest pewne, z pewnością podejmowano wiele starań związanym z bezpieczeństwem rywalizacji. Ograniczało to nieco pakiet dyscyplin, w jakich można było rywalizować. Na przykład gra w siatkówkę wymagała bowiem zupełnie innych przestrzeni niż zawody lekkoatletyczne. Relatywnie niewielkie boiska siatkarskie można było jakoś ukryć, to znaczy wybrać takie, które nie rzucały się w oczy.

Czołowi siatkarze Polski okresu międzywojennego, zawodnicy AZS Warszawa Romuald Wirszyłło (z lewej) i Kazimierz Wejchert. W czasie okupacji niemieckiej uczestniczyli na terenie Warszawy w podziemnym życiu sportowym. Byli także czynni w konspiracji zbrojnej,  jako żołnierze AK. W czasie powstania warszawskiego 1944 Kazimierz Wejchert pseudonim „Kit” w stopniu porucznika uczestniczył w pracach Referatu Kartograficznego Komendy Okręgu Warszawskiego AK. Natomiast Romuald Wirszyłło pseudonim „Wiktor” w stopniu podporucznika w powstaniu dowodził początkowo patrolem, a następnie plutonem minerskim. Źródło: R. Wryk, Sport i Wojna Losy Polskich Olimpijczyków w latach II Wojny Światowej, Poznań 2016, s. 111.Władysław Twardo, jeden z inicjatorów rozgrywek w siatkówkę w okupowanej stolicy pisał: „Ze względu na bliskie sąsiedztwo Gestapo w al. Szucha, dalsze zawody odbywały się na boisku przy gimnazjum Giżyckiego na Mokotowie, a następnie we Włochach (Azetesiacy grywali też w Ogrodzie Rau na terenach Instytutu Głuchoniemych przy placu Trzech Krzyży, D.S.). Tam mieszkali Gieniek Krotkiewski i Stanisław Mieszczanek, obaj z KS Iskra. Współdziałając z Romkiem Wirszyłło, „zorganizowali” na miejscu boisko do siatkówki dla rozegrania konspiracyjnych mistrzostw Warszawy; otoczone szopami magazynowymi oraz zagonami warzywnymi, zwłaszcza kapusty, zapewniało względne bezpieczeństwo gry”.  O kwestiach bezpieczeństwa wspominał też inny pionier nielegalnej warszawskiej, azetesowskiej siatkówki Kazimierz Wejchert. Opisywane wydarzenie miało miejsce latem 1943 roku: „Nasze walizki z kostiumami wyglądają niepokojąco. Niepokojąco wygląda również tłumek publiczności gromadzący się przy boisku gimnazjum Giżyckiego na Puławskiej. (…) Mecz się skończył. Szybko wciągamy ubrania, bo ktoś sygnalizuje na Puławskiej samochody z żandarmami. Zbiegamy ze Skarpy w dół pojedynczo i wędrujemy do domu”. Każdemu, kto pamięta serial „Kolumbowie” po przeczytaniu tego fragmentu wspomnień przychodzi na myśl scena otwierająca każdy odcinek sfilmowanej powieści Romana Bratnego. Ponad murami zamkniętego nimi improwizowanego boiska  do siatkówki raz po raz pojawia się odbijana przez konspiratorów sportowców piłka…

W relacji Wejcherta pojawia się kilka przynajmniej wątków istotnych dla konspiracyjnego sportu. Poza innymi ciekawymi uwarunkowaniami sportuWarszawskie rozgrywki futbolowe czasu wojny. Jedna z fotografii pokazywanej na wystawie "Futbol niezwyczajnych dni; sport w okupowanej Warszawie" przy stadionie Polonii Warszawa (koncept wystawy autorstwa R. Gawkowskiego). „podziemnego”, autor wspomnień zwrócił uwagę na niezwykle ważną dla sportu – także, jak się okazuje, tego konspiracyjnego – kwestię widzów, kibiców, gapiów etc. Grano chyba dla widzów (bez nich chyba nie ma sportu), ale ich nazbyt wielka liczba mogła okazywać się kłopotem. Swoją drogą ciekawe wydaje się, w jaki sposób rozchodziły się wieści o miejscu i dacie zawodów i do kogo one docierały. Zdaje się, że w przypadku meczów piłki nożnej łatwo było o dekonspiracje.  Robert Gawkowski pisze, że od 1942 r. rozgrywki futbolowe w stolicy nabrały stałego charakteru i być może to ułatwiało komunikację na linii organizatorzy zawodów – potencjalni kibice. Zdarzało się jednak, że najpewniej z powodów bezpieczeństwa opóźniano rozpoczęcie meczów (zdarzały się walkowery). Zaskakuje fakt, że mecze obserwowało od kilkuset do nawet ok. 2 tysięcy osób. Z powodów bezpieczeństwa grywano na opuszczonych stadionach przy ul. Podskarbińskiej, Opaczewskiej lub na przedmieściach Warszawy.

Obowiązki dziejopisa wymagają podjęcia pewnego porządkowania nawet tych skromnych drobin informacji. Powtórzyć wypada, że największą popularnością wśród dyscyplin konspiracyjnych cieszyła się siatkówka (choć pierwsze towarzyskie mecze na prowizorycznych boiskach na obszarze ogrodu warzywnego we Włochach rozgrywano już jesienią 1939  w koszykówkę i piłkę ręczną).

W organizowanie rozgrywek w tej dyscyplinie najmocniej ze strony AZS zaangażowani byli (poza Twardo i Wejchertem) także Zygmunt Nowak i Romuald Wirszyłło.  Uczestniczyły w tych rozgrywkach także kobiety, co było w jakiś sposób związane z kłopotami w zestawieniu pełnych drużyn, ale poniekąd stanowiło także symbolem trwania „koedukacyjnego” z natury sportu akademickiego. W 1940 roku rozegrano turniej czwórek mieszanych, zakończony zwycięstwem zespołu AZS w składzie: Grabowska, Kurylukówna, Olszewski, Wirszyłło (rezerwowa Wiszniewska-Bednarkowa). W pierwszym roku mistrzostw Warszawy w szóstkach organizowanych w okresie 1941-1944 grano o nagrodę przechodnią Kazimierza Wilamowskiego (ofiary KL Auschwitz z roku 1941). Zwyciężyła drużyna AZS w składzie: Kijewski, Nowakowski, Olszewski, H. Słyk, Staniszewski, Tepicyn i Wirszyłło. Akademicy zwyciężali też w kolejnych rozgrywkach w  l. 1942-1943 (z Drzewosowskim i Weychertem jako nowymi zawodnikami). Warto dodać, że grający w drużynie stołecznego AZS jednym Zbigniew Nowakowski, był dwukrotnym akademickim wicemistrzem świata w koszykówce (1935, 1937), oraz uczestnikiem igrzysk olimpijskich w 1936 roku w Berlinie!

Niemal wszystkie z tych szczegółów pochodzą ze wspomnień i pamiętników. Podobnie było w przypadku piłki nożnej, choć różnice między broniącym w siatkówce swej tożsamości klubowej AZS-em, a futbolem polegały na tym, że słabsi sportowo gracze akademiccy nie występowali pod  własnym szyldem. Od 1940 roku poczynając łączyli się z wieloma innymi drużynami. Najczęściej alians dotyczył praskiego zespołu Grochowa, który wygrał pierwszy turniej drużyn warszawskich w 1940 r. rozegrany na Polu Mokotowskim. Kiedy w końcu 1941 r. powstał konspiracyjny Warszawski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, w jego skład wszedł członek AZS-u Tadeusz Szulc. Dzięki dobrej z tego powodu organizacji rozgrywki od 1942 r. nabrały stałego charakteru i trwały aż do 1944 r.

Janusz Zalewski, jeden z najlepszych polskich żeglarzy w latach trzydziestych. Reprezentował stołeczne kluby AZS i Yacht Klub Polski oraz Polski Klub Morski w Gdańsku. W 1936 r. startował na igrzyskach olimpijskich w Berlinie w klasie R-6. We wrześniu 1939 r. brał udział w obronie Warszawy. Następnie czynny w konspiracji zbrojnej jako oficer Kedywu AK. Od 1941 r. uczestniczył na terenie Warszawy w podziemnym ruchu sporto-wym. Wykładał na tajnych kursach żeglarskich. W 1943 r. zwyciężył w konspiracyjnych regatach żeglarskich rozegranych na Wiśle pod Siekierkami. Walczył w powstaniu warszawskim 1944. Źródło: R. Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach II wojny światowej, Poznań 2016, s. 117.Tradycyjnie silny w sportach wodnych AZS Warszawa nie mógł zaprzestać aktywności także w tych dyscyplinach. Relatywnie liczna grypa pływaków z AZS spotykała się na treningach w Falenicy pod Warszawą. R. Wryk pisze, że „Uczestniczyli w nich między innymi wielokrotni medaliści mistrzostw Polski: Jan Matysiak, Zbigniew Maszner, Franciszek Lenert, Tadeusz Makowski i olimpijczyk z 1936 roku Kazimierz Karpiński. Azetesiak Janusz Zalewski, jeden z najlepszych polskich żeglarzy w latach trzydziestych, od 1941 r. występował w roli wykładowcy szkolił młodzież na tajnych kursach żeglarskich. W 1943 r. zwyciężył w konspiracyjnych regatach żeglarskich rozegranych na Wiśle pod Siekierkami. Szerzej o konspiracyjnym żeglarstwie pisze Kazimierz Leski, który wspomina, że „… cudownym odprężeniem było żeglarstwo. O ile podpływanie w pobliże mostów na Wiśle było zabronione i mogło się spotkać ze strzelaniem bez ostrzeżenia, o tyle korzystanie z pozostałych części koryta Wisły nie napotykało żadnych sprzeciwów. W górę od Mostu Poniatowskiego życie na Wiśle, czy raczej i wzdłuż jej brzegu praskiego, kwitło…. Już wiosną 1941 r. rozpoczęło się więc systematyczne szkolenie żeglarskie. Szefem kursu został chemik, specjalista od produkcji materiałów  wybuchowych, prof. Kazimierz Dembowski „Wujek”, a jego zastępcą motor całej imprezy Henryk Fronczak. Obaj posiadali stopnie kapitana jachtowego. Pierwsza grupa - 26 ludzi –została przydzielona przez tajne podchorążówki”.

Informacje tyczące innych uprawianych „pod nosem i na przekór Niemcom” dyscyplin sportu są zdawkowe  i skąpe. Przekonują tym samym do potrzeby dalszych nad tym zagadnieniem studiów i badań. Być może wówczas wiedzieć będziemy dużo więcej o tej formie konspiracyjnej działalności olimpijczyka z 1936 roku Janusza Kalbarczyka, znakomitego łyżwiarza szybkiego, która polegała przeprowadzeniu w latach 1940-1943 konspiracyjnych mistrzostw Polski w tej dyscyplinie na stawach w parku Potulickich w Pruszkowie (w edycji pierwszej w wieloboju łyżwiarskim zwyciężył Janusz Kalbarczyk).

I Brygada Strzelców (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie) w trakcie zajęć sportowych. Trzeci od prawej zawodnik i działacz AZS Wilno Tadeusz Szumski. (Szkocja 1940 rok).Z pewnością dużo więcej powiedzieć będzie można na temat udziału azetesiaków w konspiracyjnym sporcie Krakowa. Czesław Michalski, znawca jego dziejów, pisze o aktywności środowiska taternickiego: „W podkrakowskich skałkach taternicy przeprowadzali indywidualne treningi wspinaczkowe. Niektórzy udawali się w Tatry, dokonując tam nowych przejść górskich”. Krakowski historyk nie poświęcił jednak zbyt wiele uwagi krakowskiemu sportowi akademickiemI Brygada Strzelców (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie) w trakcie zajęć sportowych. Trzeci od prawej zawod-nik i działacz AZS Wilno Tadeusz Szumski. (Szkocja 1940 rok).u okresu okupacji. Skoncentrował się raczej na działaniach  związanych z torpedowaniem i paraliżowaniem prac władz okupacyjnych w zakresie przejmowania przez administrację niemiecką polskiej ewidencji i dokumentacji sportowej. Kilkadziesiąt ofiar reżimu hitlerowskiego wywodzących się z kręgów krakowskiego AZS stanowi pośredni dowód na sportową aktywność akademików w okupowanym Krakowie. Nie ulega wątpliwości, że w ówczesnych rozgrywkach piłkarskich wzięli udział przedwojenni azetesiacy, nawet jeśli wcześniej z tą dyscypliną sportu nie mieli nazbyt wiele wspólnego…

Wrzesień 1939 rozproszył azetesiaków po całym niemal świecie w znakomitej większości przypadków na nowo definiując ich role i statusy (np. w gospodzie „Karczma pod Kogutem” w roli kelnerów pracowali Maria Kwaśniewska, Aleksander Szenajch i Jadwiga Jędrzejowska). Nigdy nie zapomnieli jednak, że są sportowcami, choć targały nimi różne dylematy...

Zawody pięściarskie w Woldenbergu. Fot. R. Wryk, 90 lat Akademickiego Związku Sportowego w Poznaniu, Poznań 2009, s. 24Kondycję polskich żołnierzy więzionych w niemieckich obozach dla jeńców wojennych regulowała konwencja genewska z lipca 1929 roku. Jej artykuł 17-y mówił:  „Strony walczące będą popierały jak najbardziej rozrywki umysłowe i sportowe organizowane przez jeńców wojennych”. Ponieważ Niemcy byli sygnatariuszami konwencji, a w rozwoju organizowanego w oflagach sportu widzieli też swoje korzyści aktywność fizyczna jeńców przybrała niemal formę zinstytucjonalizowaną. W systemie tym mieściła się nie tylko gimnastyka poranna i kilkukilometrowe marsze, ale też równie regularne rozgrywki mistrzowskie w grach zespołowych (koszykówka, siatkówka, piłka ręczna i piłka nożna), a nawet jenieckie igrzyska olimpijskie. W każdą z tych form aktywności ochoczo włączali się azetesiacy. Działo się tak nie tylko w największym obozie dla polskich oficerów Oflagu II C Woldenberg, ale też w w wielu innych rozsianych zwłaszcza na terenie Niemiec. Jeńców nie trzeba było do niego specjalnie namawiać, choć potrzebni byli jego liderzy i organizatorzy (w Oflagu II C Woldenberg byli nimi na przykład olimpijczycy Witalis Ludwiczak i Tadeusz Adamowski).

Władysław Dobrowolski, lekkoatleta i szermierz AZS Warszawa. Trzykrotny olimpijczyk (1924, 1932, 1936). W latach 1929-1930 był prezesem AZS Warszawa. We wrześniu 1939 r., jako dowódca 1 batalionu 21. Pułku Piechoty brał udział w walkach na północnym Mazowszu i w obronie Warszawy. Za czyny bojowe odznaczo-ny został Orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji Warszawy Został wzięty do niewoli niemieckiej. W oflagach na terenie Niemiec przebywał do końca wojny. Źródło: R. Wryk Sport i wojna. Losy pol-skich olimpijczyków w latach II wojny światowej, Poznań 2016, s. 68.O tym specyficznym, pełnym energii, obozowo-azetesiackim środowisku pisał wspomniany Witalis Ludwiczak: „W obozie jenieckim spotkałem Azetesiakéw. Wnet wyłoniło się grono, w którym mówiło się przeszłości AZS-u. Byli wśród nas tacy, którzy mieli za sobą już udział w olimpiadzie w 1924 roku w Paryżu, byli uczestnicy olimpiad w Amsterdamie (1928), Los Angeles (1932) i w Berlinie (1936) oraz uczestnicy olimpiad zimowych w St. Moritz (1928), Lake Placid (1932) i Garmisch-Partenkirchen (1936). W rozmowach zastanawiano się nad tym, co można by w organizacji AZS-u w Polsce ulepszyć. Powstała myśl przygotowania statutu. Odbyły się długie i żywe dyskusje ludzi doświadczonych, pełne zapału i gorliwości. Napisaliśmy statut, który niestety zaginął...”. Widać w tych słowach ogromne przywiązanie do AZS i tak ogromną nadzieję, mimo obozowych okoliczności, na świetlaną przyszłość Związku, że pominięte sprawy bieżącej aktywności sportowej uznane zostały bodaj za coś zupełnie naturalne a oczywiste!

Ślady udziału w obozowej rywalizacji sportowej wielu azetesiaków pozostawiło w swych pamiętnikach i wspomnieniach.  Józef Mertka, dość lakonicznie pisał: „Przebywałem w niej w rożnych oflagach w latach 1939 - 1945. Tutaj 0d czasu do czasu uprawiałem grę w piłkę siatkową”. Michał Lorkiewicz, wspominał natomiast ze szczegółami, że „w pierwszym oflagu w Osterode w górach Harzu uczestniczyłem na wiosnę 1940 r. w ostatnim w mym życiu meczu futbolowym Old Boy’ów, w którym wystąpili medycy przeciwko prawnikom. Medycy jako symbol mieli przytwierdzone do koszulek papierowe strzykawki, prawnicy zaś paragraf. Która strona zwyciężyła, już nie pamiętam, ale było wiele pociechy i śmiechu, co choć na krótko przytłumiło gorycz klęski i rozpaczliwą sytuację naszej Ojczyzny…”. Z właściwą sobie swadą, o sporcie jenieckim (z udziałem azetesiaków) pisał Kazimierz Rudzki: „Było to w listopadzie 1939 roku. W heskiej mieścinie Weilburg. W dużej sali wykładowej (obóz oficerów-jeńców mieścił się w gmachu jakiejś szkoły rolniczej) codziennie rano odbywały się ćwiczenia grup gimnastycznych. Instruktorami byli koledzy, absolwenci CIWF-u, a na wiosnę rozpoczęły się gry. Bo ktoś odważny zdecydował się napisać o piłkę. Na podwórku były bramki, ale budynek był gęsto oszklony i tylko parterowe okna zakratowane. Poza tym nikt nie chciał ryzykować jedynego obuwia i dlatego o piłce nożnej nie było mowy. Właściwie była tylko mowa, a grało się w siatkówkę.”  Problemem było też to, że w siatkówce piłka wypadała za druty…  

W rozwoju aktywności fizycznej wśród jeńców nie chodziło wyłącznie o ich bezpośrednie starty sportowe. W akcję odczytów i prelekcji sportowych włączył Okolicznościowy adres otrzymany przez Zygmunta Weissa z okazji wydania w obozach jenieckich 300 numeru „Przeglądu Sportowego”. R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 323się np. hokeista AZS Poznań, dwukrotny olimpijczyk Witalis Ludwiczak. Szczególną popularnością wśród jeńców cieszyły się pogadanki na temat wielkich wydarzeń sportowych w wykonaniu olimpijczyka Wojciecha Trojanowskiego najwybitniejszego sprawozdawcy Polskiego Radia. Lekkoatleta warszawskiego AZS, dwukrotny olimpijczyk, Zygmunt Weiss z pomocą Henryka Niezabitowskiego, redagował rubrykę sportową w ukazującym się w Oflagu II B Arnswalde piśmie „Za Drutami”. Po przeniesieniu ich do Oflagu 11 D Gross-Born obaj kontynuowali działalność wydając tym razem tygodnik „Przegląd Sportowy”. 

 

Flaga olimpijska z igrzysk w Obozie II C Woldenberg w 1944 r. Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.Oflagu VI B Doessel inicjatorem życia sportowego był lekkoatleta i szermierz AZS Warszawa, prezes tego klubu w latach 1929-1930, trzykrotny olimpijczyk Władysław Dobrowolski. Organizował rozgrywki, ale był też wykładowcą na obozowym Wyższym Kursie Nauczycielskim w zakresie wychowania fizycznego. W akcję oświatowo-naukową w Oflagu VII A Murnau zaangażowany był również Marian medalista olimpijski w drużynowym turnieju szabli z Los Angeles. Być może plonem tych prelekcji i wykładów były pomysły na jenieckie igrzyska olimpijskie… Pierwsze odbyły się w 1940 roku w Stalagu XIII Langwaseer i Oflagu II B Arnswalde. W pierwszych zawodach obudowanych ceremoniałem olimpijskim brali w nich udział jeńcy polscy, francuscy, belgijscy, holenderscy, jugosłowiańscy i brytyjscy. W igrzyskach w Oflagu II B Arnswalde za najlepszego sportowca zawodów komisja sędziowska uznała lekkoatletę AZS Poznań Mariana Benkowskiego. Cztery lata potem jenieckie igrzyska olimpijskie, z podobna oprawą, odbyły się w Oflagu II D Gross-Born i Oflagu II C Woldenberg. W ich przygotowaniu i przeprowadzeniu sporą role odegrali azetesiacy: Zygmunt Weiss. Henryk Niezabitowski, Wojciech Trojanowski i Witalis Ludwiczak…

Program roku olimpijskiego w Obozie II C Woldenberg. Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

 

Sport jeniecki w szczególny sposób uwypulkał swoje socjalizuąjce walory: integrował, dawał się lepiej poznać, zorganizować. Wypełniał przy tym czas, pomagał zachować tężyznę fizyczną, odganiał depresję, przynosił namiastkę zwyciestwa… 

Stanisław Marusarz (w środku), w miejscowości Tiszaborkút na Węgrzech w 1941 r. Jeden z najwybitniejszych polskich narciarzy, czterokrotny olimpijczyk (1932-1952). W czasie wojny był kurierem na trasie Zakopane-Budapeszt. Aresztowany w 1940 r. opracował plan ucieczki, która dla niego zakończyła się pomyślnie. Następ-nie przedostał się na Węgry, gdzie przebywał do końca wojny. Tam nadzorował budowę skoczni narciarskich, szkolił węgierskich narciarzy oraz sam regularnie trenował, osiągając wysoką formę w skokach. Za działalność konspiracyjną odznaczony Orderem Virtuti Militari oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych.  Fotografia wyko-nana Źródło: R. Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach II wojny światowej, Poznań 2016. Podobną rolę w sferze mentalnej rywalizacja sportowa (można mieć obawy co do użycia słowa sport, w którym zaangażowanie ma charakter dobrowolny) odgrywała także w obozach koncentracyjnych. Wspomnienie o sporcie za drutami przynosiło uczucie wolności, wielkości i radości. Pojawiały się one w opowieściach więźnia KL Auschwitz Bronisława Czecha. Biograf Feliksa Malanowskiego, lekkoatlety, olimpijczyka z Amsterdamu w 1928 pisał: „Był w walce zacięty, nieustępliwy. Tę cechę charakteru zdobytą na bieżni przeniósł w życie. W dużym stopniu jej to właśnie zawdzięcza przetrwanie obozu śmierci w Oświęcimiu. W najcięższych momentach obozowej katorgi, podtrzymywało go wspomnienie walki na bieżni stoczonej w 1928 roku we Francji i okrzyk, który na zawsze utkwił mu w pamięci; „ll meurt. En avant le Polonois” („On umiera, naprzód Polaku"). Takim okrzykiem dopingowały go tłumy widzów, gdy z beznadziejnej sytuacji wyprowadzał sztafetę AZS-u warszawskiego na wielkiej, międzynarodowej imprezie akademickiej”.

Niekiedy esesmani, z trudnych do jednoznacznego zdefiniowania przyczyn zezwalali na uprawianie niektórych form sportu kwalifikowanego i wyczynowego. Nasilenie częstotliwości rozgrywania meczów piłkarskich w KL Auschwitz przypadło na lata 1943-1944. O roli takich meczów w KL Gross-Rosen pisał zawodnik lwowskiego AZS Czesław Skoraczyński: „Zwycięstwo nasze dodało otuchy tym wszystkim, którym jej zaczynało brakować. A wnioskując z liczby wróżb typu - „jeśli nasi wygrają, to przeżyjemy wszystkie obozy koncentracyjne, choćby ich jeszcze kilka przyszło odcierpieć” - nadzieja zaświtała tysiącom więźniów, nie tylko narodowości polskiej”. Inny azetesiak Janusz Gąssowski, wspominał, że „Po bitwie stalingradzkiej, po której Niemcy zaczęli zdawać sobie sprawę, że mogą wojnę przegrać, uległy znacznemu złagodzeniu przepisy obozowe i w Gusen zaczęły się odbywać mecze piłkarskie (które zresztą już dawniej odbywały się za milczącą zgodą władz obozu) pomiędzy Polakami i Hiszpanami, a czasem i Niemcami więźniami.

Obozy koncentracyjne były jednak głównie fabrykami śmierci. R. Wryk („Straty osobowe Akademickiego Związku Sportowego w latach II wojny światowej 1939-1945), tak reasumuje swe drobiazgowe studia: „Z 31 osób, które zginęły w obozach koncentracyjnych, aż 15 zgładzono w Oświęcimiu, 4 w Sachsenchausen, 3 na Majdanku. Pozostałe osoby zginęły w Oranienburgu, Mauthausen, Floesenburgu, Bergen-Belsen, Buchenwaldzie i Dachau. Jedna osoba poniosła śmierć w bliżej nie znanym obozie na terenie Niemiec. Byli to przedstawiciele polskich intelektualnych i sportowych elit. Np. w KL Auschwitz zginął działacz AZS Warszawa i wiceprezes w latach 1925-1929 Polskiego Związku Narciarskiego Janusz Rudnicki. W tym samym obozie życie oddał Włodzimierz Długoszewski, znany komentator sportowy, który w barwach AZS zdobył  m. in. w 1927 roku akademickie wicemistrzostwo świata. W Gross Rosen zginął instruktor AZS Kraków mjr Teofil Trnka, wysoki  funkcyjny w okręgu krakowskiego AK.

Tym, których losy wojny rzuciły na wschód przyszło zrazu żyć w nowym porządku narzuconym wolą Stalina, a kontrolowanym przez NKWD (już jesienią 1939 roku zlikwidowano na tym obszarze wszystkie polskie organizacje sportowe, a ich majątek przejęły władze sowieckie). 

Sowieckie wezwanie do sportowców Lwowa, październik 1939 rok.

 

Pod taką presją znalazł się Mieczysław Pimpicki, który wspomina, że w styczniu 1940 r. w takich właśnie okolicznościach startował w zawodach narciarskich w Mińsku: ”W styczniu 1940 r. zostałem wezwany do telefonu. Telefonowano z Wilejki Powiatowej, siedziby „obłaści” - województwa. Wówczas nie znałem jeszcze języka rosyjskiego. Po rosyjsku spytano mnie, czy ja jestem „mastier po łyżam”? Odpowiedziałem, że nie ja byłem narciarzem, nie łyżwiarzem. Na to głos, że „eto samo”. Mam wyjechać jako reprezentant „Zapadnej” Białorusi na „pierwenstwo strany”. Ja na to, że nie pojadę, bo pracuję ciągłymi nocnymi dyżurami, nie mam formy, wcale nie jeździłem jeszcze na nartach, zresztą ich nie mam. A głos, ze „eto niczewo, formu i łyżwy połuczycie”, a wyjadę, bo taki jest ich, Komsomołu, rozkaz. Po paru dniach oszmiański Komsomoł dopilnował, abym wyjechał na te mistrzostwa do Mińska”. Pimpicki został mistrzem Białorusi w biegu zjazdowym, ale jego rodacy w Oszmianie doskonale wiedzieli, że sukces był udziałem Polaka! Przynajmniej kilku zawodnikom AZS Lwów przyszło startować w barwach sowieckich klubów („Dynamo”, „Spartak”, „Piszczewyk”, „Zdrowie”, „Lokomotyw”) w okresie do ataku Niemiec  za ZSRR w 1941 roku.

Ich sukcesy (zwłaszcza osiągnięcia lekkoatletów, Jadwigi Batiukównej i Romana Sienickiego - mistrza ZSRR w biegu na 100 m wynikiem 10,6 sek. w Jadwiga Batiukówna i Roman Sienicki, lekkoatleci AZS Lwów w latach trzydziestych, wielokrotni medaliści mistrzostw Polski i reprezentanci kraju w zawodach międzynarodowych. Roman Sienicki w 1939 r. był człon-kiem kadry narodowej przygotowującej się do startu w igrzyskach olimpijskich 1940 r. W okresie sowieckiej okupacji Lwowa oboje występowali w klubie „Spartak”. W 1940 r. Roman Sienicki zdobył tytuł mistrza ZSRR w biegu na 100 m wynikiem 10,6 sek. Fotografia z okresu okupacji. Źródło: R. Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpij-czyków w latach drugiej wojny światowej, Poznań 2016 s. 145. 1940 r.!) traktowano jednak jak zwycięstwa w „małych wojnach” toczonych przeciw okupantowi i nie potępiano aktu partycypacji w sowieckim sporcie (całkowitą klęską zakończyły się próby włączenia do niemieckiego sportu Polaków azetesiaków np. z obszaru Wielkopolski). Dodatkowo usprawiedliwiała ich chęć mieszcząca się w sferze psychiki powrotu do normalności, być może jakąś rolę grała rozciągana na nich ochrona przed zsyłką, a nawet otrzymywane porcje żywności... Tylko nieco inaczej sytuacja polskich sportowców wyglądała latem 1944 roku, kiedy na terenie byłego województwa lwowskiego zaczęło się odradzać sowieckie życie sportowe. Zostali do niego wciągnięci także polscy sportowcy. Wśród nich był Andrzej Ziemilski, narciarz z AZS Warszawa, potem dziennikarz i pisarz. Po latach pisał tak pisał o tych wydarzeniach we Lwowie: „Piłkarze, lekkoatleci, szermierze, pływacy - wciągnięci zostaliśmy w sytuację, której do dziś - proszę spytać Kazimierza Górskiego, niemal mego rówieśnika - nie umiemy do końca zdefiniować. Kiedy Józef Hebda wygrywał mistrzostwo ZSRR w tenisie z Nowikowem 6 : 1, 6 : 0, 6 : 0, łatwo zgadnąć, co odczuwaliśmy. Kolaboracja? Waham się, czy to właściwe słowo”.

Los wielu innych azetesiaków na Wschodzie okazał się dużo bardziej tragiczny. Według szacunków R. Wryka, „Z radzieckich obozów jenieckich nie powróciło 35 osób. W Katyniu wiosną 1940 r. rozstrzelani zostali: Józef Bilewski, Antoni Bober, Stanisław Fiedorowicz, Wiktor Kaliciński, Romuald Kałuba, Aleksander Kowalski, Władysław Kuryluk, Stanisław Leinweber, Zygmunt Łotocki, Antoni Moskau, Adam Obrubański, Jan Rejecki, Mieczysław Rogalski, Antoni Rzepka, Walerian Sikorski, Przemysław Siwik, Kazimierz Starkowski, Stanisław Urban, Henryk Winkowski, Feliks Zelba. W obozie w Starobielsku przebywało 11 członków AZS. Byli to: Władysław Anczyc, Kazimierz Bocheński, Antoni Bogdanowicz, Stanisław Dembicki, Tomasz Gołębiowski, Julian Gruner, Jerzy Koźlicki, Zygmunt Martyniak, Konstanty Pietkiewicz, Tadeusz Ramza, Otto Siwek. Zostali oni rozstrzelani wiosną 1940 r. w gmachu NKWD w Charkowie (…). Nie jest znane miejsce zamordowania Jerzego Grudzińskiego, Jarogniewa Kasprzaka, Olgierda Tarasiewicza i Jana Wiśniewskiego. Wiadomo jedynie, że po agresji radzieckiej na Polskę zostali wzięci do niewoli”. Kazimierz Krzemiński, kolarz AZS Lwów, olimpijczyk z 1924 roku, został najprawdopodobniej zamordowany w więzieniu NKWD Brygidki we Lwowie w 1940 roku. Edmunda Czaplickiego, hokeistę AZS Warszawa, olimpijczyka, rozstrzelano w Charkowie. Hokeista Kazimierz Żebrowski zginął w nieznanych okolicznościach…

Straty poniesione przez AZS (właściwie cały Polski sport) w wyniku II wojny światowej mierzyć można różnymi miarami i na wiele sposobów. Niezwykle trudnego i żmudnego zbilansowania strat personalnych dokonał Ryszard Wryk. Na powstałej tą drogą smutnej liście znalazło się 241 osób (11 kobiet i 230 mężczyzn). Poznański historyk na wiele sposobów komentował  i wyjaśniał charakter swoich ustaleń. Oto zdecydowana większość osób ze wspomnianej listy zginęła, a tylko niewielka część (21) zmarła śmiercią naturalną. Niekiedy próbuje się szacować straty poszczególnych środowisk. I tak, najnowsze ustalenia mówią, iż w latach drugiej wojny światowej zginęło 42 członków poznańskiego AZS (30 osób to ofiary zbrodni niemieckich, zaś 12 - zbrodni sowieckich). „AZS Warszawa utracił 105 osób, A Z S Kraków - 41 osób, AZS Wilno - 39 osób (…), AZS Lublin - 12 osób, AZS Lwów - 8 osób, AZS Gdańsk - 2 osoby. Straty liczbowe wydają się zatem proporcjonalne do wielkości, trolli i znaczenia wymienionych środowisk w polskim sporcie akademickim w okresie II Rzeczypospolitej. Profesor Wryk podkreśla niepełny charakter tych danych (zdawkowe informacje o AZS Gdańsk i milczenie źródeł na temat AZS Cieszyn). Każdy rok przynosi jednak nowe informacje. Jeszcze nie tak dawno w bilansie strat AZS Poznań pojawiała się liczba 34 , teraz to 42. R. Gawkowski ustalił natomiast, że w czasie wojny zginęło nie 105-u, a 111 sportowców, którzy reprezentowali barwy AZS Warszawa (w samym powstaniu warszawskim zginęło 30 osób!). Czesław Michalski, uważa, że AZS Kraków utracił w czasie wojny nie 41 a blisko 50 osób związanych z krakowskim sportem akademickim.

Straty ludzkie mierzyć jednak należy nie tyle liczbami, co raczej jeszcze trudniejszym w oszacowaniu, bo tylko wyobrażonym bilansem ubytków w szeroko pojmowanym potencjale poległych i zamordowanych. Analiza wspomnianej listy (znajduje się na niej np. 26 naukowców, 15 lekarzy, 19 prawników, 21 Inżynierów) w istocie przekonuje do postawionej we wstępie tezy, że AZS narażony był na szczególne represje, bo jego członkami byli przedstawiciele polskich elit. Być może byli wśród nich nobliści lub… mistrzowie świata. Jeśli bowiem patrzeć na wiek poległych i zamordowanych azetesiaków, to łatwo zauważyć, że ginęli głownie ludzie młodzi znajdujący się u progu swych karier sportowych. Na wspomnianej liście dominują zresztą czynni zawodnicy (choć są też trenerzy, działacze, mecenasi etc.)!  Problem ten w literackiej (i wielce osobistej) formule przedstawił Eryk Lipiński, pisząc: „…kraj nasz poniósł ciężkie straty wojenne, które nie ominęły i sportowców. Straciliśmy wielu kolegów i przyjaciół. Ja awansowałem o całe pokolenie. W roku 1939 byłem jeszcze studentem AP, a po wojnie już mówiono: „To ten przedwojenny grafik...". Oczywiście, o uprawianiu sportu nie i było już mowy, pozostała siatkówka na wakacjach, pływanie i ping-pong w redakcji „Szpilek”.

Po II wojnie światowej powrót Jadwigi Jędrzejowskiej do elity europejskiego tenisa ziemnego nie był możliwy także dlatego, bo pojawiło się nowe pokolenie młodych sportsmenek. Franciszek Lenart, pływak AZS Warszawa, pływak spointował problem w następujący sposób: „Przerwana została nie tylko nasza sportowa działalność, ale także zmienione i przekreślone zostały wszystkie nasze plany i zamierzenia…”

Wojna zmusiła wielu azetesiaków do wieloletniej tułaczki, emigracji, przyniosła straty bliskich, inne osobiste tragedie, utratę zasobów materialnych, choroby, kalectwo etc. A gdzie straty i zniszczenia w sportowej infrastrukturze Polski (np. przystań AZS Kraków uległa zniszczeniu, gdy hitlerowcy uciekając w 1945 wysadzili most Dębnicki). A gdzie straty wywołane sytuacją polityczną w okresie od 1944 do końca epoki stalinowskiej? Z tego powodu wielu azetesiaków wybrać musiało życie na obczyźnie. Dla wielu innych wojna nie skończyła się w maju 1945.  Działalność niepodległościowa prowadził np. działacz sekcji tenisowej AZS Poznań sprzed 1939 r. Lech Neyman. biorąc udział w tworzeniu struktur Narodowych Sił Zbrojnych. UB aresztowało go w lutym 1947 roku a na karę śmierci skazano go i stracono rok później w maju. Komunistyczne represje wspominał Kazimierz Leski: „Do kraju zdążyłem wrócić  przed wybuchem II wojny światowej i ubrać się w mundur. Moja kariera wojenna skończyła się zestrzeleniem w dniu 17 września 1939 roku i dostaniem się w „plen”. Dobrzy ludzie pomogli i po pewnych kłopotach znalazłem się w Warszawie. Potem leczenie, konspiracja w ramach ZWZ i AK przez całą okupacje. Po wojnie, w uznaniu zasług, nagroda w postaci pobytu w okresie 1945-1966 na przechowaniu na koszt i utrzymanie państwowe. W kilkanaście miesięcy po nowym moim narodzeniu ktoś mnie zawiadomił  o organizowaniu zebrania seniorów AZS”…

Ruiny wieży i pływalni w kampusie AWF Warszawa. Fot. red. Kajetan Hądzelek, Krzysztof Zuchora, Akademia Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie 1929/1939–2009/2010, Warszawa 2010, s. 22.

Represje władz komunistycznych dotyczyły tez młodszego pokolenia azetesiaków, np. członka AZS Szczecin Janusza Kędzierskiego,  którego sportowa kariera i studia młodego żeglarza zostały przerwane w 1953 roku wyrokiem sądowym i więzieniem za działalność konspiracyjną przeciw władzy ludowej.Na ogół jednak, przynajmniej do ok. 1948 r., powojenny AZS budowały wspólnie stare i nowe pokolenie członków Związku. Pisał o tym Witalis Ludwiczak, wspominając odradzający się AZS Poznań: „…w Poznaniu, okazało się, że stracili wielu kolegów ze swego grona, że prawie całkowicie Eugeniusz Piasecki. Fotografia opublikowana w „Tygodniku Ilustrowanym” nr 3, 1930, s. 53przepadły z wielkim trudem wzniesiono urządzenia sportowe i gromadzony przez 20 lat sprzęt  sportowy, że przedwojenni zawodnicy przez pięć i pół lat życia pod okupacją, na frontach, albo w niewoli stracili właściwości zawodnicze i przeszli do grona działaczy. Tak więc się stało, że do dzieła powołania do życia AZS przystąpili działacze dwóch pokoleń. Z pokolenia przedwojennego działaczy zjawił się  sędziwy  prof. dr Eugeniusz Piasecki, dyrektor Studium WF UP i kurator AZS w latach przedwojennych z ramienia senatu UP. Nie pozwolił pozostać bezczynnym w stosunku do spraw AZS żadnemu z przedwojennych zawodników. Każdego, kogo spotkał, angażował do pracy w AZS”. O podobnej atmosferze i łączeniu sił doświadczeń dwu pokoleń wspominają też członkowie AZS Zakopane, Lublina Katowic…

Na fali krótko trwającej odwilży  na uroczystości z okazji 50-lecia AZS w Krakowie w dniu 8 lipca 1958 r. prezes AZS, inżZdzisław Straszak. Zdzisław Straszak, powiedział: ”W okresie minionego 50-lecia nasza organizacja znajdowała się w różnych warunkach, nie potrafiły jej jednak zmóc ani przeciwności zaborców w pierwszym okresie jej istnienia, ani zawierucha obu wojen światowych. Nawet podczas okupacji hitlerowskiej żyły namiastki AZS w obozach jenieckich, a co najważniejsze, żyli AZS-em i myślą o nim  jego niestrudzeni działacze”.W znakomicie mniej patetycznej formie echa wojny pojawiły się np. w strojach azetesiaków szytych z wermachtowskich  mundurów i korzystaniu z nart o podobnej proweniencji . W Olsztynie w 1946 roku „najlepsi polscy lekkoatleci spotkali się (…) w hali przy ul. Warszawskiej (niegdyś niemieckiej ujeżdżalni wojskowej…), by rywalizować w poszczególnych konkurencjach o tytuł Halowego Mistrza Polski. Ciekawostką jest, że zamiast standardowego dzisiaj pistoletu startowego, używano wówczas karabinu wojskowego”…

 

Literatura: R. Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w  latach drugiej wojny światowej, Poznań 2016, passim; Idem, Ruch sportowy na tle zmian społeczno-politycznych w Polsce w xx w., w: W kręgu kultury PRL. Sport, red. D. Skotarczak, K. Bittner, Poznań 201, s. 25-6; Idem, 90 lat Akademickiego Związku Sportowego w Poznaniu, Poznań 2009, s. 21; Idem, Przygotowania polskich sportowców do startu w igrzyskach olimpijskich 1940, Prace naukowe Akademii J. Długosza. Kultura Fizyczna  15, 2016, 4, s. 111-119; Idem, Straty osobowe Akademickiego Związku Sportowego w latach II wojny światowej 1939-1945, Poznań 1991, passim; M. Łuczak, E. Kałamacka i in., Akademie wychowania fizycznego w Polsce. Od przeszłości ku przyszłości, Poznań 2015, s. 111; E. Trojanowski, Ostatnia wyprawa sportowa Polaków za granicę w 1939 roku, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 240-245 ; A. Kamiński, Azetesiacy pod żaglami, Warszawa 1978, s. 8; W. Szkiela, B. Tuszyński, Z. Weiss (red.), Pół wieku AZS. Sukcesy, cyfry, fakty, ludzie , porażki , wspomnienia i anegdoty, Warszawa1962, passim; R. Gawkowski, Akademicki sport XX wiecznej Warszawy AZS Warszawa, s. 128-143; P. Warmiński, List z walczącej Warszawy, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 267-270; M. Pimpicki, Mój wileński AZS, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 217-229, M. Gałęzowski, Warszawscy adwokaci - uczestnicy konspiracji piłsudczykowskiej w kraju w latach drugiej wojny światowej. Otton Gordziałkowski, „Palestra” 2005, nr 172, s. 140-144; S. Dziedzic, J. Kobylański i in., 50 lat AZS w Zakopanem. Ludzie, fakty, cyfry, sukcesy, porażki, wspomnienia, anegdoty, Nowy Targ  1999, s. 21, 41, 241; G. Jatowska, Przerwane igrzyska. Niezwykli sportowcy II Rzeczypospolitej, Warszawa 2017, s. 224-225, 235-262, Cz. Michalski, AZS w Krakowie, cz. 1., Kraków 2007, s. 119; J. Gaj (red.), Dzieje Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, Poznań 1996, s. 80-82; W. Twardo, Moje wspomnienia okupacyjne, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 271-275;  E. Trojanowski, Ostatnia wyprawa sportowa Polaków za granicę w 1939 roku, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 240-245; B. Tuszyński, Za cenę życia. Sport Polski Walczącej, Warszawa 2006, s. 40; S. Chemicz, Sport w Krakowie w latach 1939-1945, Kraków 2003, s. 42; K. Rudzki, Sport w niewoli, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 314;  J. Mertka, Od Baryczy po Poznań, w: AZS 1908-1983. Wspomnienia i pamiętniki, opr. R. Wryk, Poznań 1985, s. 113; M. Lorkiewicz, Wspomnienia Azetesiaka - futbolisty, w: AZS 1908-1983. Wspomnienia i pamiętniki, opr. R. Wryk, Poznań 1985, s. 74-5; W. Ludwiczak, moja droga do AZS, w: AZS 1908-1983. Wspomnienia i pamiętniki, opr. R. Wryk, Poznań 1985, s. 254; J. Pawłowski, O sekcji lekkiej atletyki AZS Kraków, Zeszyty Historyczne ZG AZS 3, 97, s. 20; J. Gąssowski, Życiorys sportowy – tenis mą dyscypliną, w: AZS 1908-1983. Wspomnienia i pamiętniki, opr. R. Wryk, Poznań 1985, s. 322; E. Lipiński, Sportowe fragmenty z pamiętnika, w:  R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 178; F. Lenart, Pół wieku przyjaźni z biało-zielonym Gryfem, w: AZS 1908-1983. Wspomnienia i pamiętniki, opr. R. Wryk, Poznań 1985,  s. 205; Między stadionem a brzegiem  jeziora. 65 lat akademickiego sportu i wychowania fizycznego w Kortowie, red. M. Siwicki, G. Dubielski, Olsztyn 2016, s. 155; K. Leski, O bardzo dawnej sekcji narciarskiej AZS Warszawa i jej okolicach, w: opr. R. Wryk, Wspomnienia i pamiętniki, Poznań 1985, s. 123; R. Urban, P. Bartnik, Z. Szostak, 70 lat Akademickiego Związku Sportowego w Szczecinie, Szczecin 2017; W. Ludwiczak, Odradzający się AZS Poznań, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 341-348; A. Ziemilski, Sekcja narciarska AZS Warszawa w latach 1946-1949, w: R. Wryk, Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach, Poznań 2009, s. 380-388; A. Ziemilski, Znalezione nad jeziorem Wiartel, Warszawa 2002, s. 27; W. Półchłopek, Wychowanie fizyczne i sport żołnierzy polskich w obozach jenieckich Wehrmachtu i NKWD (1939-1945 Opole 2002, passim; P. Halemba, Powstanie i rozwój klubów AZS Katowice w okresie powojennym ze szczególnym uwzględnieniem  turystyki, w: Wybrane zagadnienia z organizacji i historii AZS. Na 55 lecie AZS w Częstochowie (1945-2000), red. A. Nowakowski, Częstochowa  2001, s. 59; K. Dunin-Wąsowicz, Ruch oporu w hitlerowskich obozach koncentracyjnych l939-l945, Warszawa 1979; Zakrzewski, S. (red.), Rocznik jubileuszowy 1968, Warszawa  1969, s. 102; A. Klak, Wojciech Szwed Życie sportowe oraz kultura fizyczna w obozach jenieckich w świetle zbiorów Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu, w: Kultura fizyczna w zbiorach polskich bibliotek, archiwów i kolekcji prywatnych Materiały z sesji naukowej 20 – 21 IV 2009 Warszawa , Warszawa 2009, s. 195-217; J. Chełmecki, Udział pracowników i studentów Akademii Wychowania Fizycznego w II wojnie światowej i Powstaniu Warszawskim, „Kultura Fizyczna” 2004, nr 11-12, s. 7-10.

Dariusz Słapek